Tygodnik Międzychodzko-Sierakowski,5.02.2020r.

Tygodnik Międzychodzko-Sierakowski,5.02.2020r.

„Sen Julii” to siódma książka dla dorosłych i dziesiąta w dorobku, wliczając trzy dla dzieci. Sporo. Jakie to uczucie?

Kiedy otrzymuję wydrukowany egzemplarz towarzyszy mi zawsze to samo uczucie: euforia. Mam ochotę fruwać, skakać i śpiewać. Tego chyba nie da się opisać.

Powieść, jak zwykle, porusza ważny społecznie temat, adopcję. Skąd taki pomysł?

Z tematem adopcji stykam się od dziecka. Pierwszy raz usłyszałam o niej w kontekście bardzo karygodnego zachowania się rodziców, i to wcale nie biologicznych, a adopcyjnych. To o czym usłyszałam, sama będąc dzieckiem, poruszyło mnie tak bardzo, że teraz stało się kanwą mojej powieści. Ale nie zawsze jest źle. Znam kilka osób adoptowanych i adoptujących. Jestem pełna podziwu dla rodziców adopcyjnych, chylę ku nim czoło, i swoją powieścią dziękuję za taką postawę. Za to, że dały dzieciom dom. Prawdziwy dom.

Ludzie często krytykują rodziców biologicznych za to, że oddają swoje potomstwo. Co Pani o tym myśli?

Niestety, zbyt często i zbyt ostro oceniają postępowanie innych, nie zważając na swoje własne. W „Śnie Julii” przedstawiam wykreowaną przeze mnie, dość szczegółowo sytuację matki, po to, by każdy mógł się przyjrzeć sprawie z zupełnie innej strony. Bo przecież każdy przypadek jest inny. Nie wolno nam bezpodstawnie nikogo oceniać. Druga strona, rodzice adopcyjni, długo mierzą się z tym, czy wyznać dziecku prawdę o pochodzeniu, czy nie? Dlaczego? Bo także boją się osądów.

Właśnie takimi słowami rekomenduje Pani książkę aktorka Magdalena Różczka. Pozwolę sobie je przytoczyć:

Powieść Magdaleny Ludwiczak porusza bardzo ważny i bliski mojemu sercu aspekt- ADOPCJI, pewnego rodzaju tabu. Tematu, którego ludzie często nie poruszają, obawiając się reakcji bliskich, a najbardziej zaadoptowanego dziecka. Dlatego tak długo przesuwają granicę wyznania prawdy. Dlaczego? Po co? Przecież ADOPCJA to najpiękniejszy prezent, jaki możemy sprawić sobie i dziecku. Podarować miłość, rzecz bezcenną. Autorka pokazuje temat z wielu stron: rodziców adopcyjnych, dziecka i matki biologicznej, tej, którą nader często osądzamy. Czy aby mamy do tego prawo? Zastanówmy się…

No właśnie. To idealnie, na bazie książki, ujęta myśl. W dodatku z aktorką łączy nas jedno: przybliżanie ludziom tego tematu. Ona zrobiła to za sprawą filmu 1800 gramów, jest też Ambasadorką Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego oraz UNICEF-u. Czy mogłam wybrać wspanialsza osobę?

Książki Pani pióra zawsze mają rekomendacje znanych osób. Dlaczego, po co?

Dobre pytanie. Dla mnie rekomendacja jest bardzo ważna. I ja, i Państwo często z nich korzystamy. Na przykład oglądamy polecone przez znajomych filmy, słuchamy muzyki czy wybieramy książki. To też rekomendacje. Ta na okładce ma dla mnie dodatkowy wydźwięk. Jest dla mnie… jakby nagrodą. Kiedy ją otrzymuję czuje się tak, jakbym zdała kolejny egzamin. Egzamin z pisania. Bo przecież polecają moje książki artyści: producenci filmowi, aktorzy, malarze, ale przede wszystkim pisarze. Kto, jak nie oni, znają się na sztuce słowa? I na sztuce w ogóle? Jestem dumna, tak, przyznaję, jestem z nich dumna.

Okładka, jest wymowna i piękna.

Nad okładką zawsze czuwam sama i dokładnie wiem co ma się na niej znaleźć. Tym razem by spełnić swoje oczekiwania, a tym samym, czytelników, zaprosiłam do współpracy osobę, która robi piękne zdjęcia i jest z Międzychodu, co wcale nie jest bez znaczenia. To Lidia Fuhrmann. Tylko ona mogła zrobić mi zdjęcie o którym marzyłam, za co jej bardzo dziękuję.

Jest Pani mocno związana z Międzychodem?

Nie wyobrażam już sobie życia poza nim. Mam tu wszystko czego pragnę i co kocham. Piękne miasto, wspaniałych ludzi, zawsze mi przyjaznych, kochaną pracę w bibliotece i Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, którym wraz z moimi wspaniałymi wolontariuszami zarządzam. Czegóż chcieć więcej?

Patronat honorowy. Jest zawsze.

Od jakiegoś czasu Miasto Międzychód oraz Biblioteka Publiczna obejmuje swoim patronatem moje powieści. Cieszy mnie to, bo to daje mi poczucie docenienia, a odwdzięczam się tym, że logotypy patronów trafiają pod dachy czytelników w całej Polsce, a nawet wędrują w Świat.

Co pani teraz pisze?

Skończyłam „Kadelkowe rozterki 3- Potworna Zuzia”, które ukażą się na przełomie lutego i marca, a także kontynuuję pisanie powieść dla dorosłych. Wygląda więc na to, że wrażeń czytelnikom w tym roku nie zabraknie.

 

„Sen Julii” to siódma książka dla dorosłych i dziesiąta w dorobku, wliczając trzy dla dzieci. Sporo. Jakie to uczucie?

Kiedy otrzymuję wydrukowany egzemplarz towarzyszy mi zawsze to samo uczucie: euforia. Mam ochotę fruwać, skakać i śpiewać. Tego chyba nie da się opisać.

Powieść, jak zwykle, porusza ważny społecznie temat, adopcję. Skąd taki pomysł?

Z tematem adopcji stykam się od dziecka. Pierwszy raz usłyszałam o niej w kontekście bardzo karygodnego zachowania się rodziców, i to wcale nie biologicznych, a adopcyjnych. To o czym usłyszałam, sama będąc dzieckiem, poruszyło mnie tak bardzo, że teraz stało się kanwą mojej powieści. Ale nie zawsze jest źle. Znam kilka osób adoptowanych i adoptujących. Jestem pełna podziwu dla rodziców adopcyjnych, chylę ku nim czoło, i swoją powieścią dziękuję za taką postawę. Za to, że dały dzieciom dom. Prawdziwy dom.

Ludzie często krytykują rodziców biologicznych za to, że oddają swoje potomstwo. Co Pani o tym myśli?

Niestety, zbyt często i zbyt ostro oceniają postępowanie innych, nie zważając na swoje własne. W „Śnie Julii” przedstawiam wykreowaną przeze mnie, dość szczegółowo sytuację matki, po to, by każdy mógł się przyjrzeć sprawie z zupełnie innej strony. Bo przecież każdy przypadek jest inny. Nie wolno nam bezpodstawnie nikogo oceniać. Druga strona, rodzice adopcyjni, długo mierzą się z tym, czy wyznać dziecku prawdę o pochodzeniu, czy nie? Dlaczego? Bo także boją się osądów.

Właśnie takimi słowami rekomenduje Pani książkę aktorka Magdalena Różczka. Pozwolę sobie je przytoczyć:

Powieść Magdaleny Ludwiczak porusza bardzo ważny i bliski mojemu sercu aspekt- ADOPCJI, pewnego rodzaju tabu. Tematu, którego ludzie często nie poruszają, obawiając się reakcji bliskich, a najbardziej zaadoptowanego dziecka. Dlatego tak długo przesuwają granicę wyznania prawdy. Dlaczego? Po co? Przecież ADOPCJA to najpiękniejszy prezent, jaki możemy sprawić sobie i dziecku. Podarować miłość, rzecz bezcenną. Autorka pokazuje temat z wielu stron: rodziców adopcyjnych, dziecka i matki biologicznej, tej, którą nader często osądzamy. Czy aby mamy do tego prawo? Zastanówmy się…

No właśnie. To idealnie, na bazie książki, ujęta myśl. W dodatku z aktorką łączy nas jedno: przybliżanie ludziom tego tematu. Ona zrobiła to za sprawą filmu 1800 gramów, jest też Ambasadorką Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego oraz UNICEF-u. Czy mogłam wybrać wspanialsza osobę?

Książki Pani pióra zawsze mają rekomendacje znanych osób. Dlaczego, po co?

Dobre pytanie. Dla mnie rekomendacja jest bardzo ważna. I ja, i Państwo często z nich korzystamy. Na przykład oglądamy polecone przez znajomych filmy, słuchamy muzyki czy wybieramy książki. To też rekomendacje. Ta na okładce ma dla mnie dodatkowy wydźwięk. Jest dla mnie… jakby nagrodą. Kiedy ją otrzymuję czuje się tak, jakbym zdała kolejny egzamin. Egzamin z pisania. Bo przecież polecają moje książki artyści: producenci filmowi, aktorzy, malarze, ale przede wszystkim pisarze. Kto, jak nie oni, znają się na sztuce słowa? I na sztuce w ogóle? Jestem dumna, tak, przyznaję, jestem z nich dumna.

Okładka, jest wymowna i piękna.

Nad okładką zawsze czuwam sama i dokładnie wiem co ma się na niej znaleźć. Tym razem by spełnić swoje oczekiwania, a tym samym, czytelników, zaprosiłam do współpracy osobę, która robi piękne zdjęcia i jest z Międzychodu, co wcale nie jest bez znaczenia. To Lidia Fuhrmann. Tylko ona mogła zrobić mi zdjęcie o którym marzyłam, za co jej bardzo dziękuję.

Jest Pani mocno związana z Międzychodem?

Nie wyobrażam już sobie życia poza nim. Mam tu wszystko czego pragnę i co kocham. Piękne miasto, wspaniałych ludzi, zawsze mi przyjaznych, kochaną pracę w bibliotece i Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, którym wraz z moimi wspaniałymi wolontariuszami zarządzam. Czegóż chcieć więcej?

Patronat honorowy. Jest zawsze.

Od jakiegoś czasu Miasto Międzychód oraz Biblioteka Publiczna obejmuje swoim patronatem moje powieści. Cieszy mnie to, bo to daje mi poczucie docenienia, a odwdzięczam się tym, że logotypy patronów trafiają pod dachy czytelników w całej Polsce, a nawet wędrują w Świat.

Co pani teraz pisze?

Skończyłam „Kadelkowe rozterki 3- Potworna Zuzia”, które ukażą się na przełomie lutego i marca, a także kontynuuję pisanie powieść dla dorosłych. Wygląda więc na to, że wrażeń czytelnikom w tym roku nie zabraknie.